wtorek, 12 września 2017

Tarnowskie Góry - UNESCO



Mapa obiektów objętych wnioskiem
Wszystkim turystom znane jest pojęcie Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Swoją drogą to ciekawe, że dopiero jak się jakiś element wpisze na wymyśloną listę, to znajduje poklask u innych. Tak, jakby przed wpisem na tę listę nie posiadał swojego uroku i znaczenia dla ludzkości. 
 Organizacja UNESCO (Organizacja Narodów Zjednoczonych dla Wychowania, Nauki i Kultury) to wielkie przedsięwzięcie, które powstało 16 listopada 1945 roku. Polski Komitet ds. UNESCO publikuje swoje artykuły pod następującym adresem http://www.unesco.pl/unesco/misja-unesco/ .
 Jak możemy wyczytać organizacja zakłada, „że ponieważ wojny rodzą się w umysłach ludzi, również w ich umysłach powinny być zwalczane”. Zabiega o rozwój kultury pokoju na świecie. Promuje działania służące tworzeniu międzynarodowej współpracy kulturowej, oświatowej oraz naukowej. Jednym z jej podstawowych celów jest „aktywizacja rządów państw oraz społeczności lokalnych dla idei ochrony dziedzictwa kulturowego i naturalnego, współpracy w dziedzinie nauki i edukacji oraz tworzenia społeczeństwa informacyjnego”.
Ratusz miasta Tarnowskie Góry
 Lista Światowego Dziedzictwa to wynik Konwencji o Ochronie Światowego Dziedzictwa. Jest spisem obszarów stanowiących wspólne dobro ludzkości charakteryzujących się „najwyższą powszechną wartością”. Aktualnie na liście znajduje się 1073 obiekty w 167 państwach.
Dotychczas w Polsce z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO znajdowało się 14 obiektów:
1.      Stare Miasto w Krakowie 
2.       Stare Miasto w Warszawie 
3.       Stare Miasto w Zamościu 
4.       Średniowieczny zespół miejski Torunia 
5.       Królewskie Kopalnie Soli w Wieliczce i Bochni 
6.       Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny
i zagłady (1940-1945) 

7.       Puszcza Białowieska 
8.       Zamek krzyżacki w Malborku 
9.       Kalwaria Zebrzydowska: manierystyczny zespół architektoniczny
i krajobrazowy oraz park pielgrzymkowy 

10.   Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy 
11.   Drewniane kościoły południowej Małopolski
Binarowa, Blizne, Dębno, Haczów, Lipnica Murowana, Sękowa 
12.   Park Mużakowski 
13.   Hala Stulecia we Wrocławiu 
14.   Drewniane cerkwie w polskim i ukraińskim regionie Karpat


Widok na szyb Zabytkowej Kopalni
Jednak wszystko zmieniło się 9 lipca tego roku, czyli 2017. Od 2 do 12 lipca 2017r. obradował w Krakowie  41. Komitet Światowego Dziedzictwa, który omawiał poszczególne wnioski kandydatów do wpisu na listę UNESCO. W trakcie tego posiedzenia spis wzbogacono o 3 dobra przyrodnicze i 18 dóbr kultury. Między tymi wpisami znalazło się dziedzictwo z Polski, a jest nim obszar pogórniczy Tarnowskich Gór. Dokładnie „Kopalnia rud ołowiu, srebra i cynku w Tarnowskich Górach oraz system gospodarowania wodami podziemnymi”. Jak czytamy w opisie na stronie PK ds. UNESCO „Kopalnia rud ołowiu, srebra i cynku znajduje się na Górnym Śląsku, w jednym z głównym obszarów wydobywczych w Europie Środkowej. Obiekt obejmuje w całości podziemną kopalnię wraz ze sztolniami, szybami, galeriami oraz systemem gospodarowania wodami podziemnymi. Na powierzchni zachowała się XIX- wieczna przepompownia parowa, która jest świadectwem ciągłości prac nad odprowadzaniem wody z kopalni od ponad 300 lat. Dzięki specjalnemu systemowi zbędną wodę wykorzystywano do zaopatrywania miasta w wodę pitną i do użytku przemysłowego. Kopalnia w Tarnowskich Górach miała znaczący udział w światowej produkcji ołowiu i cynku.”
Szyb Sztolni Czarnego Pstrąga
 Tego dnia wytężona, wieloletnia praca wielu osób, głownie ze Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej oraz Urzędu Miasta, nad odpowiednim sporządzeniem i zaprezentowaniem wniosku przyniosła swoje owoce. Zasadniczo wniosek, który został przyjęty przez Komitet obejmował swoim zasięgiem 28 obiektów pogórniczych, które tworzą całość pod względem historycznym i technicznym. Obszarowo znajdują się one głównie na terenie Tarnowskich Gór, ale również w Bytomiu (Park Seget) oraz gminie Zbrosławice (portal wylotu sztolni głębokiej Fryderyk). Można powiedzieć, że cały pofałdowany teren Tarnowskich Gór jest wynikiem długotrwałej działalności górniczej na tych terenach. Nawet park miejski ze swoimi pagórkami i wzniesieniami obrazuje krajobraz XIX wiecznych terenów górniczych. We wniosku ujęto kilka szybów, które często dla zwykłego przechodnia są niewidoczne. Główną atrakcją dla turystów jest Zabytkowa Kopalnia oraz Sztolnia Czernego Pstrąga. Dla podróżników lubiących włóczyć się po okolicy ciekawe będzie wędrowanie pomiędzy poszczególnymi punktami i odkrywanie uroków tej ziemi.
Park miejski w Tarnowskich Górach
 Wniosek został zaakceptowany i wszyscy się z tego bardzo cieszą. Jednak praca się nie skończyła, można powiedzieć, że dopiero się zaczyna. Otrzymanie wpisu to jedno, a utrzymanie go to już zupełnie inna sprawa. Do tego dochodzi szeroko pojęty wpływ tego wpisu na miasto. Trzeba dobrze pokierować ścieżką rozwoju, aby nie uszkodzić tego kruchego dziedzictwa.

piątek, 1 września 2017

Kołobrzeg

Plaża w Kołobrzegu
Legenda głosi, że turyści chcący ponownie przyjechać do Kołobrzegu muszą dotknąć wizerunku Jakuba Adebara, który został przy ratuszu stracony za wzniecanie buntu. Choć nigdy nie dotykałam tej płaskorzeźby, zamieszczonej na jednej z kolumn ratusza, to udało mi się to miasto odwiedzić w tym roku już dwa razy. 
Latarnia morska Kołobrzeg
Muszę przyznać, że jest to świetne miejsce do wypoczynku stacjonarnego i aktywnego. Na uwagę zasługują świetne ścieżki rowerowe, którymi możemy dojechać do wielu okolicznych miejscowości. Oczywiście spacery nad morzem lub leżenie na plaży również należą do atrakcji Kołobrzegu. Miasto cieszy się długoletnią tradycją uzdrowiskową. Przyjeżdżają tutaj kuracjusze i turyści z całego świata, więc miasto ciągle jest zatłoczone. Jako miasto portowe Kołobrzeg oferuje wiele atrakcji związanych z łodziami i rybołówstwem. Jest oczywiście port rybacki, gdzie można się zaopatrzyć w świeże ryby lub zjeść małe co nieco na miejscu. Można wybrać się na rejs wycieczkowy „zabytkowymi” żaglowcami, ewentualnie bardziej nowoczesnymi statkami popłynąć na Bornholm. Jeżeli mowa o portach, to z pewnością zauważymy stojącą w pobliży latarnię morską. Współczesna wieża wznosi się na wysokość 26m. Tradycja świetlnego wskazywania drogi statkom sięga tutaj roku 1666. Oczywiście latarnia morska to doskonały punkt widokowy. 
Pomnik zaślubin 
Od tego miejsca rozciąga się wzdłuż plaży deptak. Spacerując tym pasażem dojdziemy do Pomnika Zaślubin Polski z Morzem. Takie zaślubiny odbywały się Polsce kilka razy w różnych miejscach i wiązały się z odzyskaniem przez nasz kraj niepodległości oraz dostępu do morza. W Kołobrzegu ceremonia ta miała miejsce 18 marca 1945 roku. Idąc dalej dojdziemy do pięknego mola. Poprzez tą kładkę możemy wejść jakby w głąb morza suchą stopą. Dzięki istniejącej tutaj kawiarni możemy wypić kawę, czy zjeść ciastko na wodzie. Często tutaj jednak strasznie wieje, więc dobrze jest ubrać się na przysłowiową cebulkę. Od mola można udać się w głąb miasta. Ogromne wrażenie robi stojący na rynku piękny ratusz. Budynek z czerwonej cegły, w kształcie średniowiecznego zamku z kilkoma wieżami. Wielką ciekawość turystów przykuwa również stojącą przed ratuszem kręcąca się na wodzie kamienna kula. Z tyłu ratusza znajdziemy stare kolumny i na jednej z nich wizerunek buntownika Adebara.
Ratusz Kołobrzeg
Spacerując po pobliskich uliczkach przy ul. Emilii Gierczak możemy zobaczyć starą mieszczańską kamienicę lokalnego kupca, a tuż przy niej Muzeum Oręża Polskiego. Nieopodal ratusza znajduje się również katedra (Bazylika Najświętszej Marii Panny). Najstarsza historia tego kościoła sięga XIV/XV wieku. Oczywiście była wielokrotnie przebudowywana, a podczas II wojny światowej zburzona. Odbudowę świątyni rozpoczęto w 1957 roku, w 1972 ustanowiono ją katedrą, a w 1986 papież Jan Paweł II podniósł ją do godności bazyliki mniejszej. Podczas tej burzliwej historii wrażliwość ludzka pozwoliła zachować różne cenne elementy kościoła, jak XIV w. chrzcielnicę, gotyckie stalle, czy XVI w. żyrandol. Przed katedrą stoi duży Pomnik Tysiąclecia symbolizujący trudną historię współżycia narodów polskiego i niemieckiego. Pierwotnie miał on prostszą formę rozdartego krzyża, symbolicznie łączonego przez gołąbka pokoju oraz postacie Bolesława Chrobrego i Ottona III. Później dodano jeszcze postacie polskiego i niemieckiego papieża. Oczywiście w centrum jest wiele mniejszych i większych kawiarenek i restauracji, gdzie można miło spędzić czas i zjeść lub napić się czegoś dobrego. Zachodnia część miasta, leżąca za portami jest dużo spokojniejsza niż zatłoczone centrum i jest doskonała jeżeli naszym celem jest plażowanie. Niestety w tej części wiele miejsc kulinarnych zamykane jest po sezonie i może być kłopot ze zjedzeniem nadmorskiej ryby. 
Tak, czy inaczej Kołobrzeg to fascynujące miejsce otwarte na turystów i kuracjuszy oraz doskonale zorganizowane. Nie można zapomnieć o tym, że Kołobrzeg leży na trasie Pomorskiej Drogi św. Jakuba.

środa, 9 sierpnia 2017

Wakacyjna lektura

„Święto Kozła”, Poznań 2002
Autor: Mario Vargas Llosa
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań

Ameryka Południowa to zbitek wielu krajów mniejszych i większych. Skolonizowane 
w XVI. w. i wykorzystane do cna. Nie liczyło się dobro podbitych krajów, lecz zyski 
kolonizatora. Dlatego wywieziono wszystkie dostępne bogactwa naturalne, a rdzenną
 ludność uciemiężono.
Wydawałoby się, że po odzyskaniu niezależności władzę przejmą osoby kochające swój
kraj, naród oraz rozpoczną realizacje marzeń Bolivara. Jednak, jak się okazuje rządzenie 
wcale nie jest takie proste.

Kilka słów o autorze:
Mario Vargas Llosa (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mario_Vargas_Llosa) – wybitny 
peruwiański pisarz. Syn polityka, uczeń szkoły kadetów, mąż o wiele od siebie starszej, poślubionej w cieniu skandalu, dalekiej ciotki. Kształcony w Peru, Boliwii i Madrycie. W roku 2010 otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Uzasadnienie przyznania tej nagrody doskonale odwzorowuje tematykę dzieł autora, bowiem prezentowanie struktur władzy oraz przedstawianie indywidualnego oporu, buntu i porażki to jego domena. 
W jego dziełach, w dynamiczny sposób literacka fikcja przeplata się 
z autentycznymi wydarzeniami.

O czym jest książka?
Lata 30-61 XX w. na Dominikanie, to czasy rządów Rafaela Leonidasa Trujillo Moliny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rafael_Le%C3%B3nidas_Trujillo), dyktatora Republiki Dominikańskiej. W swoim zadufaniu zmienił nazwę stolicy państwa na „Ciudad Trujillo”. Podczas swoich rządów wymyślał, co rusz to nowe określenia dla siebie, jak Generalissiumus, Ekscelencja, Dobroczyńca i Ojciec Narodu. 
Jak każdy dyktator prowadził rządy twardą ręką nie bojąc się rozlewu krwi.
W te właśnie lata, na Dominikanę zabiera nas Vargas w powieści „Święto Kozła”. Rdzeniem opowiadania są wspomnienia Uranity Cabral, która po wielu latach powróciła do swojego kraju rodzinnego, na Dominikanę. Choć obiecała sobie, że już nigdy nie powróci do tych miejsc. Przyjechała spotkać się z ojcem, Augustinem Cabral wieloletnim współpracownikiem, przewodniczącym senatu w czasie rządów Trujillo. Uranita uciekła z kraju mając czternaście lat i z wielką urazą w sercu powraca do lat dziecięcych spędzonych w rodzinnym domu. Aby dowiedzieć się dokładnie dlaczego jej życie potoczyło się tak, a nie inaczej trzeba książkę przeczytać do ostatniej kartki.

Pomiędzy wspomnienia Uranity Vargas wplata wątek zamachu na dyktatora. Opisuje moment, gdy zamachowcy oczekują na przejazd samochodu tyrana. 
Na podstawie ich przeżyć, myśli i wypowiedzi obrazuje mechanizm powstawania ruchu oporu. Emocje uciemiężonego ludu pęcznieją jak bańka mydlana, która 
w końcu w formie ataku pęka dając początek czemuś nowemu. Co jednak to nowe przynosi ze sobą trzeba doczytać.

Trzecim wątkiem w książce jest życie i rządy samego władcy. Sterowanie państwem, jak teatrem kukiełkowym. Następujące ciągłe, nagłe i  niespodziewane wymiany „gwiazd” służb państwowych. Wszystko to dla dobra kraju i ogłupiałego ludu. To przecież, w mniemaniu Ekscelencji, jego działalność przekształciła Dominikanę w kraj wspaniały i dobrze prosperujący. Dlatego należą mu się honory. Bo to on walczy z otaczającym Dominikanę światem o lepsze jutro.

Ktoś powie, opis dyktatury, jak każdej innej. Jednak mnie zawsze zastanawia natura ludzka w takim przypadku. Bez wsparcia żadna dyktatura nie miałaby prawa bytu. Zawsze znajdują się jednak osoby, które są bardzo oddane sprawie i działają według wytyczonych przez reżim schematów. To w sumie przeraża. Ale też na ogół coś te dyktatury kończy i to jest pocieszające.

Trzeba jednak przyznać, że Ameryka Południowa nie ma chyba wielkiego szczęścia do władz w niepodległej rzeczywistości. Ciągłe problemy w Argentynie, olbrzymi kryzys w Wenezueli, junty, dyktatury i przewroty. Z pewnością wiele jest przyczyn takiego stanu rzeczy. Jednym z nich może być ogólnoświatowa polityka 
i zależności. O czym zresztą również Vargas wspomina w swoim dziele.

Książka pozwala poznać mały wycinek, może niechlubnej to jednak historii Dominikany. 
I przekornie może ta właśnie lektura zachęci nas do zgłębienia tematu oraz odwiedzenia tego kraju. Państwa o wielu twarzach, ale jednak to o nim mówi pan Cejrowski w swoim programie „Gdzie nie należy jechać” na you tube.


Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Argentyna w mediach



Turystyka i podróże cieszą się aktualnie dużą popularnością.
Wiele stacji radiowych oraz gazet prowadzi różne audycje oraz cykle podróżnicze. 
W olbrzymiej ilości miast odbywają się spotkania podróżnicze, gdzie można zaprezentować swój wyjazd.
Wszystko to może stanowić doskonałe źródło wielu przydatnych w planowaniu 
podróży informacji bądź być inspiracją, która poruszy  nas z posad.

Tematem Argentyny zainteresowała się stacja radiowa "Radio EM", która nadaje program 
„Świat jest piękny” (w soboty o godz. 10:30, z wyjątkiem wakacji). 
Wyemitowanych audycji można posłuchać w radiowym archiwum.

Również lokalna gazeta „Gwarek”, publikująca podczas wakacji cykl związany 
z kosztowym planowaniem podróży przyjrzała się bliżej wyjazdowi do Ameryki Południowej.


Nie ma rzeczy niemożliwych. Marzenia i pasja pozwalają nam przeć do przodu!

wtorek, 27 czerwca 2017

Santiago de Compostela - lektura



Każda osoba, która chce wybrać się w jakąkolwiek podróż stara się na początku pozyskać różne informacje dotyczące celu jej wyjazdu. Najczęściej informacje te pozyskuje się również po powrocie, bo podróż to zasadniczo niekończąca się historia i ciągle chcemy poszerzać wiedzę o fascynujących miejscach, które udało nam się odwiedzić. Jednak trzymając się tematu i faktu, że znajdujemy się przed wyruszeniem w drogę szukamy informacji wstępnych.

Paulo Coelho to bardzo znany i płodny pisarz. Nie znam dokładnych statystyk, ale przypuszczam, że czytelnicy jego książki pod tytułem „Pielgrzym” tworzą wielotysięczną, jeśli nie wielomilionową grupę osób. Pewnie też dla niejednego lektura właśnie tej książki była bodźcem do wyruszenia na drogę św. Jakuba. Jest to jednak powieść dość filozoficzna i muszę przyznać, że nie wniosła ona nic do mojej ogólnej wiedzy o celu planowanej wyprawy. Opowiadanie to najbardziej ma coś wspólnego z powszechnie istniejącym przekonaniem, że na Drodze Jakubowej wydarzają się przedziwne rzeczy.


Poza różnego rodzaju przewodnikami kolejną książką w temacie Santiago była relacja pani Marii Wiernikowskiej „Oczy czarne, oczy niebieskie. Z drogi do Santiago de Compostela” z roku 2013 wydana przez Zwierciadło. Wyruszyła ona w tę drogę, jak sama napisała trochę wbrew sobie, ale pieszo i rowerem pokonała ponad 700 km. O ile w Pielgrzymie mamy do czynienia z postacią fikcyjną to na stronach książki pani Wiernikowskiej spotykamy osobę żyjącą, mająca własne wspomnienia, problemy i występuje interakcja z otoczeniem. Czas spędzony na wędrówce pozwolił wyciszyć się i wsłuchać w swoje wnętrze, przeanalizować miniony czas oraz przygotować się na przyszłość. Choć jak śpiewał Marek Grechuta „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”. Książka nie jest typową relacją z pielgrzymki, tym bardziej, że kościół jest autorce dość obcy. Dzięki tym zapisanym stroną poznajemy między innymi preferencje turystyczne autorki. Choćby takie, że od muzeów woli zobaczyć pęknięty schodek, czy starą łyżkę. Bardziej jest to osobisty przegląd życia i rozliczenie się z rzeczywistością. Odważne opowiadanie pozwalające zobaczyć świat oczami innej osoby. 

Wertując katalogi biblioteczne w poszukiwaniu informacji o św. Jakubie, drodze i Santiago de Compostela trafiłam na wspomnienia pana Andrzeja Kołaczkowskiego-Bochenka, polaka mieszkającego już długo za granicą. Dzieło nosi przekorny tytuł „Nie idź tam człowieku! Santiago de Compostela” i zostało wydane przez Wydawnictwo WAM w roku 2009. Autor w swoim dziele podzielił się między innymi własną wiedzą o książkach stanowiących natchnienie dla czytelników, którzy później wybierali się w drogę do Santiago. Wspomina oczywiście powieść Paulo Coelho, ale wymienia również kilku innych zagranicznych autorów. Należy zaznaczyć, że właśnie lektura jednego z wydawnictw zainspirowała naszego twórcę do wędrówki. Autor jest chyba osobą dość przekorną, o czym może świadczyć już sam tytuł, a dodatkowo poszedł w ciemno, bez wnikania w szczegóły, stwierdziwszy, że skoro tamten pisarz dał radę to on też, taka słowiańska natura. Zna Hiszpanię, bo jeździ tam na wakacje, a teraz po prostu pójdzie sobie jako turysta do Santiago de Compostela, bo z kościołem nie ma on zbyt wiele wspólnego. I poszedł zabrawszy minimum, bo przecież mówi się, że plecak nie może ważyć więcej niż 10% wagi ciała właściciela, a Hiszpania to gorący kraj, więc nie zabrał nawet ciepłej kurtki. I trochę go przewiało oraz zmoczyło podczas tej drogi. Sorry, taki klimat. Czytając wspomnienia pana Kołaczkowskiego-Bochenka dowiemy się niektórych szczegółów o drodze, schroniskach, zwyczajach i zasadach. Możliwe, że podczas całej lektury nie opuści nas wrażenie, iż przejście drogi św. Jakuba to ciągły wyścig o miejsce w schronisku. Tak może być, gdy wybierze się najpopularniejszą z tras i okres szczytu turystyczno-pielgrzymkowego. Poza opisem trasy, widoków i zwyczajów pielgrzymkowych bardzo ciekawe są opisy kontaktów międzyludzkich. Oczywiście podczas wielodniowej wędrówki autor spotyka na swojej drodze wiele osób, z różnych zakątków świata. Z niektórymi przez kilka dni przemierza szlak wspólnie poznając ich lepiej. Pewnie z racji wykształcenia (socjolog) oraz doświadczenia dziennikarskiego spotkania te, reakcje, wymiany zdań i poglądów są bardzo dobrze opisane. „Nie idź tam człowieku! Santiago de Compostela” wpisuje się w magię tej drogi, którą potwierdza wiele osób mających to doświadczenie już za sobą. Autor wybrał się w drogę z przekory i napisał swoje dzieło ku przestrodze osobom, które tej drogi nie doceniają. Niech zastanowią się dobrze co czynią!

Życzę przyjemnej lektury!

poniedziałek, 27 marca 2017

Santiago de Compostela - w liczbach



Statystycznie ja i mój pies mamy po trzy nogi, a wynagrodzenia w Polsce rosną z roku na rok. 
Tak, statystyki! 
Jednak czasami dane statystyczne, różne zestawienia i rankingi są ciekawe do poczytania. Często zaskakujące jest, jakie kryteria w ogóle są brane pod uwagę.

Na stronie internetowej głównego biura Santiago de Compostela https://oficinadelperegrino.com/ można znaleźć statystyki dotyczące pielgrzymów. Można dowiedzieć się między innymi, że w roku 1985 do Santiago przybyło zaledwie 1.245 pielgrzymów. W porównaniu do naszej Częstochowy gdzie każdego roku przybywają miliony wiernych, to jest to kropla w morzu. Ciekawe, jak to wyglądało wcześniej? Przecież papież Jan Paweł II odwiedził Santiago między innymi w roku 1982 i to podobno jego przemówienie pobudziło ruch pielgrzymkowy na drodze św. Jakuba. On to wzywał Europę i Europejczyków do powrotu, do pielęgnowania swoich chrześcijańskich korzeni, które znajdują swoje źródła między innymi przy grobie św. Jakuba w Santiago de Compostela. To wypowiedź polskiego papieża wpłynęła na decyzję Rady Europejskiej o stworzeniu listy Europejskich Szlaków Kulturowych (http://culture-routes.net/), obrazujących europejską jedność i tożsamość. Jako pierwszy na tej liście w roku 1987 znalazł się szlak jakubowy. Potem w 1993 drogi św. Jakuba w północnej Hiszpanii trafiły na listę Dziedzictwa UNESCO. 

I mniej więcej tak wygląda historia odradzania się średniowiecznego szlaku pielgrzymkowego. Rozwój znaczenia i użytkowania tego szlaku wpływa na powstawanie we wszystkich krajach świata stowarzyszeń, grup i klubów związanych z wytyczaniem, znakowaniem i propagowaniem pielgrzymowania drogami jakubowymi.

Jak podaje główne Biuro pielgrzymkowe w Santiago de Compostela w roku 2017, do końca lutego w biurze zgłosiło się 1.696 pielgrzymów, co jest o 56 osób więcej niż w tym samym czasie w roku świętym 2010. Do grobu św. Jakuba pielgrzymuje też więcej mężczyzn niż kobiet. Choć różnice nie są tutaj może zbyt duże, jednak liczby mówią same za siebie. Główną grupą wiekową są osoby pomiędzy 30 i 60 rokiem życia. Pielgrzymka kojarzy się głównie z poruszaniem się na nogach, jednak w zestawieniach przedstawiane są cztery podstawowe sposoby przemierzania szlaku jakubowego. Corocznie do Santiago zmierza kilkadziesiąt osób na wózkach inwalidzkich. Kilkaset osób pokonuje wytyczoną sobie trasę konno. Około 10 procent pielgrzymów przybywa do grobu św. Jakuba rowerem, a reszta, czyli jednak blisko 90% przychodzi na nogach.
Pomimo, że wyznaczonych dróg jest dużo, to największą popularnością cieszy się tak zwana droga Francuska, którą przemierza corocznie blisko 70% pielgrzymów. W zestawieniach z roku 2014 pojawia się nowa trasa nazwana Camino de Invierno. Jak sama nazwa mówi służyła ona pielgrzymom głównie zimą, a w roku 2015 przeszły nią 222 osoby (0,08%). Drugą co do popularności jest trasa z Portugalii pokonywana przez ponad 10% pielgrzymów.

Dość szczegółowe są statystyki dotyczące narodowości wędrowców. Na liście można znaleźć ponad 150 różnych przynależności. Na zestawieniu z roku 2004 było to tylko 116 państw, a w roku 2015 już 153. Widać z tego, że do Santiago przybywają ludzie z wszelkich zakątków świata od Hiszpanii, Polski, Chin po Zimbabwe, czy Wysp Zielonego Przylądka. Na pierwszym miejscu pod względem liczby plasują się oczywiście Hiszpanie, w końcu mają blisko. Na drugim i trzecim miejscu znajdziemy Niemców lub Włochów, którzy prawie naprzemiennie plasują się w rankingu. Na przykład obywatele Stanów Zjednoczonych z pozycji szóstej w roku 2004 przeskoczyli na miejsce czwarte w roku 2015. Jeśli chodzi o Polskę to w roku 2004 do Santiago de Compostela przybyło 357 polaków (21 pozycja). W roku 2010 było to już 2.040 osób, a w roku 2015 3.782 pielgrzymów (13 pozycja).
Istnieje również zestawienie miejsc, z których pielgrzymki są rozpoczynane. W średniowieczu pierwszym krokiem wędrówki było przekroczenie progu własnego domu. Teraz robi to już niewielu lecz i takich znaleźć można.