niedziela, 6 listopada 2016

Planowanie podróży

Harmonogram
Planowanie wyjazdu to prawie karkołomne zadanie szczególnie, jeśli członków wyprawy jest kilkoro. Jeżeli plan tworzy Biuro turystyczne to wiadomo, że Klienci muszą się dostosować. Jednak, jeśli wyjazd organizujemy we własnym gronie to wtedy sprawa się trochę komplikuje.

Wśród podróżnych bywają przedstawiciele różnych podejść do wyjazdów i planów. Bywają, nazwijmy ich „luzacy”, którzy idą na żywioł, nie planują i czekają, co przyniesie los, gdzie rzuci ich przeznaczenie. Są osoby, które uważają, że plany są po to by je korygować, więc nie przywiązują do nich wielkiej wagi, ale jednak je tworzą. Na koniec można wyznaczyć również grupę „sztywniaków”, którzy uparcie trzymają się założeń. Oczywiście wszystko zależy jeszcze od obranego kierunku, który na ogół jest pierwszą i zasadniczą informacją, która pozwala na rozpoczęcie opracowywania planów wyjazdu. Czym innym będzie planowanie wyjazdu np. do Chin, które są ok. 31 razy większe od Polski, a czym innym będzie planowanie wyjazdu choćby do Warszawy. Zupełnie inna sytuacja będzie też występować przy wyjazdach spontanicznych, kiedy to czyhamy na wspaniałe promocje lotnicze „last minute”.
Mapa


Refleksja naszła mnie właśnie w momencie opracowywania nowej wyprawy. Muszę przyznać, że raczej jestem osobą reprezentującą trzecią z wymienionych wyżej grup turystów. Jeśli gdzieś jadę to chcę to zaplanować, a potem to zrealizować. Na siłę szukam informacji, rozpisuję harmonogramy, tabelki i notatki. Ostatnio rozmawiałam ze znajomym, który z blaskiem w oku zalewał się słowami przedstawiając wizję swobodnego podróżowania bez gonitwy i wyścigu. Jednak nie jest to osiągalne rozwiązanie dla osób twardo stąpających po ziemi i mających „zwykły” urlop w wymiarze max 26 dni i to nie w kawałku. I co? Mamy wtedy zrezygnować z marzeń i planów? Czy może jednak rozwinąć własną wiedzę i techniki logistyczne?

Bo weźmy na przykład te wspomniane już Chiny. Kiedy obrany został kierunek rozpoczęło się czytanie i szukanie informacji. Prawie każda z tysiąca stron mojego przewodnika została opatrzona notatkami oraz zaznaczone były miejsca do zobaczenia. Wszystkie te zdjęcia, jak również mapy przewodnika rozbudzały wyobraźnię i zapraszały w kolejne miejsca. W każdym zakątku tego olbrzymiego państwa były wg opisu ciekawe świątynie, góry, parki oraz muzea do zwiedzenia. Po mozolnym przebrnięciu przez przewodnik przyszła refleksja nad powiedzmy czasoprzestrzenią, czyli jak te wszystkie elementy zobaczyć w ciągu 2-3 tygodni? Czy udało się komuś zwiedzić całą Polskę w ciągu trzech tygodni? Mnie nie udało się przez 40 lat, a co dopiero kraju tyle razy większego! Kolejną rzeczą, jaką zakupiłam po przeczytaniu przewodnika była mapa. W ciągu następnych dni zamieniła się ona w upstrzoną kolorami karteczek samoprzylepnych wielką płachtę papieru. Wtedy, jak „pomysłowemu Dobromirowi” piłeczka wpadła do głowy i rozpoczął się etap eliminacji. Wielce pomocnym na początek okazał się zakup biletów lotniczych, określił punkt wyjścia. I tak po nitce do kłębka, jak przystało na prawdziwego inżyniera, powstał harmonogram podróży.
Dostawka w autobusie

Innym bardzo ważnym elementem całej układanki była zwykła ekonomia. Zakładając, że turysta nie należy do grupy bogaczy, jak również nie dysponuje nadmiarem wolnego czasu ekonomia w znacznym stopniu wyznaczy granice możliwości. Ograniczy przeloty samolotami, które jako środek transportu są doskonałe i szybkie, ale drogie, na rzecz tańszego, choć wolniejszego transportu publicznego typu kolej, czy autobus. Mając ściśle określony czas trwania urlopu nie możemy sobie z kolei pozwolić na podróż na przykład autostopem, która zawiera duży pierwiastek nieprzewidywalności. Aby nie popaść w jakiś rodzaj przygnębienia zaznaczmy, że podróż koleją, czy autobusem daje doskonałe możliwości zobaczenia okolicy oraz poznania zwyczajów lokalnej ludności. 
 
W pociągu
Posiadając teraz nowoczesne metody komunikacji i przekazu informacji, czyli Internet wiele danych możemy znaleźć właśnie dzięki temu wynalazkowi XX w. Bilety na różne środki lokomocji, wejściówki na przedstawienia teatralne, hotele i inne atrakcje można zakupić lub zarezerwować przez Internet. Choć jak pokazuje doświadczenie nie zawsze jest to łatwe. Nie można powiedzieć jednoznacznie, że wszystko jesteśmy w stanie przez Internet „załatwić”, ale wiele może on nam ułatwić. Bo patrząc teraz na planowanie wyjazdu do Argentyny, kraju nieco mniejszego od Chin, ale jednak rozległego nie wszystko jest jasne, łatwe i możliwe. Pomimo wszechwiedzącego „wujka Google” wyjazd do Ameryki Południowej ma wiele niewiadomych. Odległości pomiędzy poszczególnymi punktami wycieczki są tak duże, że nie posiadają one połączeń bezpośrednich. Jednak wymyślenie punktów pośrednich jest kłopotliwe dla osoby nieznającej danego kraju, a wpisywanie w wyszukiwarkę wszystkich miast z mapy nierealne. Problematyczne jest również znalezienie biur informacji, nie wspominając o posługiwaniu się językiem angielskim. Kraj podzielony jest na obszary, które, jak narcyzy zainteresowane są tylko sobą. I tak człowiek brnie przez te wszystkie informacje i wiadomości. Można się załamywać i włosy rwać z głowy albo powiedzieć sobie „mañana”, będzie dobrze. W końcu harmonogram jest, podstawowe założenia są, grupa jest silna (sztuk dwie), więc spokojnie damy radę. Zauważyłam, że po tych już kilku wyjazdach moje podejście się trochę zmieniło. Chcę sądzić, że dojrzałam, nabrałam doświadczenia i dystansu 

Podsumowując, ktoś może śmiać się z harmonogramu, ale mnie pomaga to złapać ramy czasowe. Ta rozpiska obrazuje mi również czasy przejazdu, co w ogromnych krajach jest znaczącą zmienną. 

Wiadomo, że jadąc do odległego od Polski kraju chcemy zobaczyć „wszystko”. 
Wszystko nie jest możliwe, ale wiele już tak. 
Trzeba sobie dać szansę!

Życzę powodzenia!




poniedziałek, 19 września 2016

Wschód słońca na Babiej Górze



Wschodzące słońce.
Babia Góra to królowa niepogody, zwykle wita swoich gości chłodno i mgliście. Jej kształt kojarzy mi się zawsze z Ufo.
Diablak będący najwyższym szczytem tego masywu górskiego liczy sobie 1725 m.n.p.m. Szczyt ten, jako najwyższy w Beskidzie Żywieckim zaliczany jest do tak zwanej Korony Gór Polski.

Wschód słońca na Babiej jest jedną z atrakcji turystycznych. Na szczycie można się przekonać, że nie tylko Polaków. 

Babia Góra w blasku księżyca.
 Patrząc teraz na pogodę wydaje się, że udało nam się w ostatniej chwili zobaczyć ten spektakl w tym roku. W piątek piękna pogoda i cudowne nocne niebo oświetlone księżycem w pełni. Babia Góra w blasku tegoż księżyca wygląda groźnie. Nocleg w schronisku PTTK Markowe Szczawiny. Osoby, które jak ja mają problem ze spaniem pewnie projektanta tego schroniska obdarowałyby rózgą. Wielki otwarty hol (klatka schodowa) pośrodku jak tuba roznosi głos po wszystkich zakamarkach. Inna sprawa, że turyści odwiedzający schronisko w godzinach nocnych mogliby wziąć wzgląd na towarzyszy „niedoli” śpiących w tym przybytku i zachowywać się cicho. Szanujmy się wzajemnie, a wszystkim będzie przyjemniej. Cóż, odeśpię w domu.
Droga na szczyt nocą.
Pobudka o 3:45 i w drogę. Wiejący po drodze wiatr jakby chciał nas zatrzymać. Księżyc nadal pięknie świecił, choć czasami chował się figlarnie za chmury. Około szóstej jesteśmy na górze. Na szczycie szybka ucieczka za kamienną ścianę, bo wieje niemiłosiernie. Chowając się za skałami oglądamy pojawiające się czerwone łuny i przebijający okrąg słońca. Cały spektakl trwa krótko, więc trzeba przyjść odpowiednio wcześnie żeby go nie przegapić. 

Z lekkim uczuciem, że chyba trochę przereklamowane ;-) 
Jednak szczęśliwe, że się udało. 
Ciepła herbata w schronisku, pakowanie i w drogę na dół do samochodu. Deszcz towarzyszy nam podczas całej drogi powrotnej. Jednym słowem więcej szczęścia niż rozumu ;-)
Czekamy na słońce.
Spełnienie planu.

wtorek, 30 sierpnia 2016

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd



   W zasadzie sprawa banalna. Jest wytyczony czerwony szlak rowerowy zwany Jurajskim Szlakiem Rowerowym „Orlich Gniazd” (http://www.orlegniazda.pl/) 
i wiedzie on pomiędzy częścią znanych warowni Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Szlak rozpoczyna się na przykład w mieście Częstochowa na starym rynku za kościołem św. Zygmunta i według znaków ma długość 184km. Niektórzy mówią, że szlak zaczyna się w Krakowie. Myślę, że można sobie wybrać miejsce startu, jak tam komu pasuje.
Niby proste, ale jednak skomplikowane. W naszym wykonaniu szlak rozciągnął się do 215km. Niestety podczas przejazdu wielokrotnie gubiłyśmy oznakowanie, które często zaklejone było plakatami, zarośnięte krzakami lub po prostu było dla nas niewidoczne. W związku z tym czasami do czerwonego szlaku rowerowego powracałyśmy cudem z różnych stron, gdzie nas właśnie wyrzuciło. Dla osób, które posługują się tak jak my mapą i istniejącym oznakowaniem zalecam wyjątkową ostrożność i pełne skupienie podczas jazdy. Trasa ta nie wiedzie przez wszystkie zamki i warownie, pomija choćby Pieskową Skałę w Ojcowskim Parku Narodowym. Jednak, jeżeli rowerzysta planuje podczas jazdy zwiedzać poszczególne obiekty to musi odpowiednio wydłużyć pobyt na szlaku. Musi doliczyć czas podjazdu i zwiedzania oraz przewidzieć odpowiedni budżet. Odwiedzenie poszczególnych zamków to koszt od ok. 5 zł (np. Olsztyn) do ok. 15 zł (np. Bobolice) za sztukę. My weszłyśmy tylko do zamku w Olsztynie. Mirów i Bobolice znamy dobrze, więc można było sobie odpuścić. Reszta musi poczekać do następnego razu. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na fakt, że szlak biegnie przez różne wsie i ich okolice. Wiąże się to z ewentualnym robieniem zakupów w niewielkich lokalnych sklepach. Szczególnie w weekendy 
i święta może stanowić to mały problem. Przyzwyczajeni do sklepów otwartych od 8 do 21 każdego dnia możemy być lekko zaskoczeni.
Nasza wyprawa trwała 3 dni. Po pierwszym dniu wiele się wyjaśniło i wiadome było już, że nie będzie to sprawa prosta i szybka. W związku z tym zwiedzanie zostawiłyśmy sobie na termin późniejszy, a teraz priorytetem było zapoznanie się 
z „przeciwnikiem”.


Rynek w Olsztynie


Zamek w Olsztynie
   Na pierwszy dzień zaplanowany był przejazd pociągiem do Częstochowy, wjazd na szlak rowerowy i dotarcie do noclegu przewidzianego w Podzamczu (Ogrodzieniec).
Akurat nasz wyjazd przypadł na „oblężenie” Częstochowy pielgrzymami (13 sierpnia). Z wszystkich stron ściągały na Jasną Górę tłumy ludzi wraz 
z towarzyszącymi samochodami Obsługi pielgrzymek. Trzeba było się trochę skupić, ale w sumie do Olsztyna droga przebiega spokojnie. W Olsztynie już coś poszło nie tak, bo rowery trzeba było pchać przez bukowe lasy.
W Ostrężniku wjechałyśmy na miłą sercu rowerzysty amatora asfaltową ścieżkę rowerowo-pieszą. Mały odpoczynek po leśnych drogach. Dojeżdżamy do Leśniowa, gdzie jest sanktuarium i cudowne źródełko, a potem do Mirowa oraz Bobolic. To są cudowne okolice nie tylko na wyprawy rowerowe, ale i piesze. Odbudowany zamek w Bobolicach robi niesamowite wrażenie. Z drugiej strony ruiny Mirowa są również malownicze, więc może lepiej nie odbudowywać wszystkich tych obiektów. Po ilości osób odwiedzających te okolice widać, że jest to znana atrakcja turystyczna regionu.

Dalej przejazd przez Górę Zborów gdzie znajduje się Jaskinia Głęboka dostępna do zwiedzania, ale trzeba się zapowiedzieć. Tu na liczniku ukazało się już 75km, 
a nocleg jeszcze daleko. Znowu wjeżdżamy w las i uprawiamy spacer z rowerem po piachu. I tak trochę jadąc trochę spacerując po dwunastu godzinach na świeżym powietrzu i przejechaniu 90km docieramy do Podzamcza. Zamek jest pięknie oświetlony nocą.
Zamek Bobolice
Sanktuarium w  Leśniowie

   Drugiego dnia w niedzielę po mszy ruszamy znowu na nasz ukochany czerwony szlak. Jedziemy w kierunku zamku Smoleń. Dziś mamy dojechać do Krzeszowic za Olkuszem. Do Smolenia docieramy oczywiście z przygodami. Czerwony szlak skręca za zamkiem w Ogrodzieńcu, tego oczywiście nie zauważyłyśmy. A może nie skręca? Pojechałyśmy pieszym szlakiem niebieskim przez  skoszone pola i potem dziwnym trafem dojechałyśmy do naszej trasy. Za zamkiem Smoleń trzeba również uważać bo szlak odbija w prawo kilkadziesiąt metrów po wjechaniu na główną drogę. Oczywiście przy rozglądaniu się na samochody oraz ze względu na piękny zjazd z góry przeoczamy skręt i lądujemy na drodze 794 prowadzącej do Wolbromia. W Dłużcu odbijamy w kierunku Krzywopłot albo Krzywopłotów (nie wiem jak to odmieniać) i tak docieramy z powrotem do naszego szlaku. Potem znowu go gubimy, by odnaleźć ponownie w Jaroszowcu. Dojeżdżamy do Olkusza. Tutaj szlak omija ścisłe centrum z rynkiem i kieruje turystów na Osiek. Znowu wszelkie zmysły należy wytężyć żeby drogi nie zgubić i roweru nie pchać przez pola. I tak szlakiem nazwijmy go „pojawia się i znika” dojeżdża się do Paczółtowic z pięknym drewnianym kościołem (Sanktuarium Matki Boskiej), a potem to już prosto do Krzeszowic. Tutaj z rozmysłem omijamy kawałek szlaku bo nocleg mamy w centrum. Zrobiłyśmy i tak 75km.

Zamek Smoleń

Zamek Rabsztyn


   Dzień trzeci to już sama śmietanka, wisienka na torcie drogi „pojawia się 
i znika”. Oczywiście kilkukrotnie poszukując przeoczonych znaków docieramy do Bronowic Małych, przy pętli tramwajowej. Licznik wskazuje 215km. Oznakowanie szlaku czerwonego w tym miejscu informuje, że do Częstochowy jest 184km. Do rynku i dworca kolejowego jest jeszcze ok. 7km głównymi ulicami. I tak po dłuższym czasie spędzonym w polach, lasach i na szlakach docieramy do zatłoczonego, kolorowego, krakowskiego Rynku. Wspaniałą polską koleją wracamy do domu. Koniec przygody.

Formacje skalne na szlaku
Stan km. w Tenczynku










     Życzę powodzenia wszystkim śmiałkom. Z pewnością warto. Można nazbierać doświadczenia w wyprawach rowerowych. Mój bilans to zgubione trzy śrubki 
z bagażnika i osłonka haka sakwy. Nie wytrzymały obciążeń i wstrząsów. Teraz pewnie będę dbać o to aby zawsze coś zamiennego ze sobą mieć, ale najpierw kupię zestaw kluczy ;-)

niedziela, 8 maja 2016

Buen Camino



Ludzie jeżdżą, zwiedzają, porównują i wyciągają wnioski.  

Kiedyś widziałam reportaż o pielgrzymce po Camino de Santiago. Piękne drogi polne prowadzące do katedry w Santiago de Compostela w  Hiszpanii. Te niesamowite historie pielgrzymujących ludzi. Przeczytałam książkę Wiernikowskiej „Oczy czarne, oczy niebieskie. Z drogi do Santiago de Compostela” na temat jej pielgrzymki oraz oczywiście sławnego „Pielgrzyma” Coelho.
Jednak Wiernikowska zrobiła na mnie większe wrażenie.
I tak rozpoznając ten temat okazało się, że w Polsce też są drogi Św. Jakuba. Stare szlaki handlowe już od lat zyskują na popularności i odtwarzane są na całym świecie. Teraz służą podróży, pielgrzymce a mniej handlowi. Drogi Św. Jakuba znakowane są oczywiście żółtą muszlą na niebieskim tle. Nawet niemiecka telewizja pokazała ostatnio reportaż z o „Camino Polaco”, czyli tak zwanej „Polskiej Drodze” prowadzącej od Ogrodnik do Trzemeszna.  Takich dróg w całej Polsce jest jednak wiele i każdy może znaleźć coś blisko siebie. Między innymi przez Śląsk, niedaleko nas ciągnie się Via Regia z Piekar Śląskich przez Górę Św. Anny aż do Zgorzelca, a potem dalej do celu w Hiszpanii oddalonego o kilka tysięcy kilometrów.
Wiele informacji można oczywiście znaleźć w Internecie. Jeśli chodzi o drogę na Śląsku to polecam stronę www.caminosilesia.pl . Górnośląski Klub Przyjaciół Camino dokłada wszelkich starań aby drogi były dobrze utrzymane, oznakowane oraz aby ciągle się rozwijały. Dostarcza również mini przewodników z opisem trasy. Dowiemy się z niego gdzie można otrzymać pieczątkę do paszportu pielgrzyma, gdzie zjeść, gdzie przenocować i wiele innych.

Pogoda w długi majowy weekend 30 kwietnia i 01 maja była wyśmienita. Drogą św. Jakuba dotarłyśmy z Tarnowskich Gór na Górę Św. Anny rowerami. Trasa liczy 70 km i prowadzi drogami polnymi i mało uczęszczanymi drogami asfaltowymi. Droga pięknie oznakowana żółtą muszlą lub strzałkami na niebieskim tle. Rozpoczęłyśmy przy Źródełku Młodości w Reptach Śląskich. Dotarłyśmy do Zbrosławic. W tutejszym kościele znajduje się cudowna figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem (Macierzyństwa NMP). Przejechałyśmy przez Toszek, jedno z największych miast w Polsce z pięknym rynkiem i zamkiem. Dojechałyśmy przez Balcarzowice, okolice Ujazdu do miejscowości o ciekawej nazwie, czyli Zimna Wódka, gdzie padłyśmy przy stadionie. Potem był trochę ciężki odcinek przez pola, dość zarośniętą miedzą. Nikt jednak nie mówił, że wszystko będzie proste i przyjemne. Trochę poparzyły nas pokrzywy, ale to przecież dla zdrowotności. Przez Porębę dotarłyśmy do zbocza kalwarii Góry Św. Anny.

Trasa doskonała pod względem duchowym, widokowym i bezpieczeństwa.
A przyroda po drodze... pięknie kwitnące pola rzepakowe, drogi białych kwitnących czereśni. Gdy zatrzymałyśmy się pod drzewem niesamowity odgłos pracujących pszczół. Bajka.
A na Górze Św. Anny nocleg w schronisku młodzieżowym z harcerzami. I co… mieli gitarę, robili prawdziwe ognisko.
Jednym słowem można uciec od pędzącego świata i nie trzeba jechać do Hiszpanii, gdzie na drodze spotkamy tłumy pielgrzymów.

Buen Camino.


wtorek, 15 marca 2016

Kalwaria Zebrzydowska



Kalwaria to zespół kaplic lub kościołów rozmieszczonych na pagórkowatym terenie, będących stacjami drogi krzyżowej. Kalwarii w Polsce można naliczyć kilka, te najbardziej znane to Kalwaria Zebrzydowska, Pacławska, Wambierzycka. Ale są jeszcze na przykład Kalwaria w Wejherowie, na Górze Św. Anny, w Krzeszowie,
w Pakości i kilka innych.

http://kalwaria- zebrzydowska.pl/          http://www.kalwaria.eu/ 

Budowę Kalwarii w Zebrzydowicach rozpoczęto w 1600 roku.
Inicjatorem i fundatorem był Mikołaj Zebrzydowski.  Jak wynika z dokumentu fundacyjnego Sanktuarium Kalwaryjskiego kompleks tworzono w celu rozbudzenia pamięci o męce Jezusa Chrystusa. Ród Zebrzydowskich, herbu Radwan zadbał by stała się ona miejscem kultu religijnego, a także by miała dobre podstawy ekonomiczne.
Kalwaria Zebrzydowska położona jest u podnóża góry Żar, w dolinie pomiędzy Beskidem Makowskim i Pogórzem Wielickim. Nazwę Kalwaria Zebrzydowska miasto uzyskało około roku 1890. W 1884 r. doprowadzono do Kalwarii Zebrzydowskiej kolej, a w roku 1885 powstała w mieście organizacja cechowa.
W 1914 roku, tuż przed I wojną światową, rozpoczęto organizację targów meblarskich. Do dziś miasto jest zagłębiem meblarskich w Polsce. Zespół Kulturowo-Krajobrazowy Klasztoru i Parku Pielgrzymkowego został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w roku 1999, stanowi jeden z czternastu polskich obiektów na tej liście.
 Kalwaria Zebrzydowska stała się jednym z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych w Polsce, do którego rok rocznie pielgrzymuje kilkadziesiąt tysięcy osób. Pątnicy gromadzą się tutaj podczas Chwalebnego Misterium Pańskiego w Wielkim Tygodniu oraz w czasie Misterium Pogrzebu i Triumfu Matki Bożej w sierpniu.

Kalwarii złożona jest z 41 kaplic, kościołów, mostów i leśnych duktów. Wyróżnia się dwa rodzaje ścieżek modlitewnych „Dróżki Pana Jezusa” oraz „Dróżki Matki Bożej”. Każda dróżka ma około 5 km długości, a przebiegają one w przeciwnych kierunkach przez okoliczne wsie. Część obiektów usytuowanych na ścieżkach jest wspólna dla obydwu dróżek, stąd podczas modlitw odgrywają one różne role w zależności od odprawianego misterium. Z pewnością przeżywanie w Kalwarii Zebrzydowskiej Misterium Męki Pańskiej w gronie wielotysięcznej rzeszy pielgrzymów jest jedynym w swoim rodzaju przeżyciem.
Kto jednak nie czuje się na sile tłoczenia w tak licznej grupie może odwiedzić to miejsce poza sezonem pielgrzymkowym. Zazna wtedy spokoju i ciszy, która sprzyja zadumie oraz kontemplacji tajemnicy śmierci Jezusa Chrystusa lub życia Matki Boskiej.





Należy jeszcze zaznaczyć, że poza Dróżkami Kalwaryjskimi sanktuarium słynie z cudownego obrazu Matki Boskiej, który trafił tu 5 maja 1641 roku. Obraz będący we wczesnych latach własnością pana Paszkowskiego po cudownym zapłakaniu krwawymi łzami w 1641 roku, trafił w równie cudowny sposób na Kalwarię. 7 sierpnia 1887 roku obraz został ukoronowany.

Lanckorona to może też nazwa, którą wiele osób gdzieś, kiedyś słyszało. Na zboczu Góry Lanckorońskiej usytuowane są częściowo kapliczki Dróżek Kalwaryjskich. Lanckorona to stare miasteczko z jedynym w swoim rodzaju trapezowym rynkiem otoczonym starymi, drewnianymi zabudowaniami z drugiej połowy XIX w.. Spacer po tych malowniczych, wąskich uliczkach otoczonych wspaniałymi, skromnymi domkami to rzecz, której nie można pominąć przebywając w tych okolicach. Dodatkowo należy wstąpić do XIV-wiecznego kościoła św. Jana Chrzciciela. Można też udać się na spacer do ruin zamku na Górze Lanckorońskiej. Zamek ten brał udział w walkach podczas konfederacji barskiej w roku 1771, przez wielu historyków uznawanej za pierwsze polskie powstanie narodowe.


Jeśli ktoś by bardzo chciał to może nawet
z Lanckorony udać się do Kalwarii Zebrzydowskiej pieszo, szlakiem pielgrzymkowym. Między tymi miejscowościami wiedzie bowiem jedna z polskich dróg Św. Jakuba. Beskidzka Droga Św. Jakuba z Litmanowej na Słowacji do Ołomuńca w Czechach przez Myślenice, Lanckoronę, Kalwarię Zebrzydowską, Wadowice, Szczyrk, i tak dalej, i tak dalej. Do Santiago de Compostela jest ponad trzy tysiące kilometrów. Życzę powodzenia.